
13 maja 2024
Finał Konkursu
Uroki Naszej Okolicy 2024
Rok po poprzednim Finale, pół roku od oficjalnego ogłoszenia tematu, kilka miesięcy przygotowań – i już po wszystkim. I już wszystko jasne, już są zwycięzcy, już nagrody rozdane, pora przygotowywać się do następnej edycji Konkursu „Uroki naszej okolicy”!
Tym razem do Konkursu wpłynęło mniej prac niż zwykle. Co mogło być tego przyczyną? Nie da się tego jednoznacznie stwierdzić. Pamiętać jednak należy, że chodzi tu o dzieci niepełnosprawne intelektualnie, takie, które wymagają szczególnej opieki już choćby w czasie spaceru. Wyjście z nimi, czy wyjazd na wycieczkę krajoznawczą to duże wyzwanie dla wielu osób. Pamiętamy przecież ich boje, także w Sejmie, o godne warunki życia.
Niemniej jednak prace wpłynęły, zwycięzców wyłoniono. Ale jak śliczne to były (i są!) te prace! Ile pracy (nomen omen!) w nie włożono – to wiedzą nie tylko ci, którzy je wykonali, ale i ci, którzy je oglądali i oceniali. Naprawdę trudne zadanie stanęło przed komisją, która oceniała nadesłane albumy.
W końcu Jury Konkursowe ustaliło, że pierwsze miejsce wywalczyli uczniowie ze Szkoły Podstawowej Specjalnej nr 107 w Poznaniu. Dwa drugie miejsca zajęli ex aequo uczniowie z Zespołu Szkół Specjalnych w Kowanówku – klasa 2PB, oraz uczniowie z Zespołu Szkół im. Alojzego Kosiby w Wieliczce – z klasy 7U. Gratulujemy!
Nagrodą dla wszystkich biorących udział w Konkursie oprócz przytulanek, plecaków, toreb turystycznych, herbatek owocowych, kosmetyków, pamiątek z Niepołomic i Wieliczki była wycieczka po malowniczych terenach Puszczy Niepołomickiej i mieście Niepołomice.
Bywało kiedyś tak, że władcy chcąc dowiedzieć się co lud o nich myśli, przebierali się za wędrowców, kupców, żebraków i wędrowali po okolicach swojej stolicy, by rozmawiać z przygodnie napotkanymi osobami. Nie inaczej było i z królem Kazimierzem Wielkim. Gwoli prawdy, ukrycie swojego królewskiego wizerunku trudne nie było, bo większość tamtych ludzi nigdy króla nie widziała, a ci, co dostąpili tego przywileju, widzieli go może raz, czy dwa razy, w dodatku z daleka i paradnie wystrojonego. Nie było przecież telewizji, ani internetu, by wiedzieć, jak władza wygląda. Dziś jest jakby trochę inaczej...
Tak, że udał się król na wędrówkę i w końcu trafił na ubogą chałupkę, której gospodarz mimo widocznej biedy, chętnie ugościł i przenocował wędrowca.
Wszakże się okazało, że właśnie urodził mu się synek, którego nikt z powodu ich ubóstwa nie chciał trzymać do chrztu. Bardzo się więc gospodarz ucieszył, gdy nieznajomy zaproponował mu tę grzeczność i umówili się na chrzest już za parę dni.
Próżno gospodarz wyczekiwał powrotu żebraka, by udać się pieszo do kościoła, i jakież było jego zdziwienie, gdy zamiast niego do wsi zjechał królewski orszak!
Nie trzeba dodawać, że malec prezenty dostał iście królewskie, a cała wieś żałowała, że nie przyjęła w gościnę "królewskiego żebraka".
A wracając do faktów... Puszcza ze względu na bliskie położenie od Krakowa jest ulubionym celem spacerów, wycieczek i wędrówek mieszkańców tego królewskiego miasta. Już w 1938 roku zorganizowano na jej terenie "żubrowisko". Wojna przerwała planowaną hodowlę ginących zwierząt, jednak w 1946 roku znów zaczął prace Ośrodek Hodowli Żubrów, gdzie rozmnażane są te królewskie zwierzęta, zasilające potem w nową krew inne stada w Polsce i na świecie. Bo trzeba wiedzieć, że tak właśnie należy postępować, by zwierzęta rozmnażające się we własnym gronie nie krzyżowały się tylko między sobą. Ciekawostką jest, że wszystkie zwierzęta wyhodowane w tym ośrodku mają imiona zaczynające się na litery "Po". Jest więc np. Pomelka, Posia, Podporucznik i Podjadek.
Ale niestety!
Żubry nie doceniły powagi sytuacji i nie pojawiły się w okolicach wiaty, z której można by je było zaobserwować. Cały teren zagrody jest otoczony szczelnym bowiem płotem, i tylko w jednym miejscu jest inaczej. Tam zrobiono podwyższenie i tylko stamtąd można obserwować te zwierzęta. Chodzi o to, by miały one spokój i by nikt ich nie niepokoił, nie stresował.
Ale!
Ale za to łosie były bardziej uprzejme! Wyszły bowiem na drogę (one żyją w niepołomickim lesie jako "wolni obywatele") i ukłonem przywitały dzieci. Niestety, chociaż to wielkie zwierzęta, to je tak natura utapirowała, że niekiedy można potknąć się o jego racice, a go nie dostrzec! Nic więc dziwnego, że nie wszyscy je widzieli...
Widzieli za to łanię, która jakimś cudem dostała się na teren zagrody, może przyszła się najeść?
Kolejnym przystankiem były Niepołomice z królewskim zamkiem na początek. Najpierw pobieżne zwiedzanie, ale wcześniej jeszcze było kilka specjalnie dla dzieci słów o zamku od bardzo miłej pani przewodnik. I tu, jak się okazuje, ważną, ba! najważniejszą rolę w historii zamku odegrał król Kazimierz Wielki, który kazał go wystawić dla swoich myśliwskich pasji. Zamek, a początkowo jeszcze zameczek myśliwski przechodził różne koleje losu, był niszczony, odbudowywany, przebudowywany. Gościły w nim koronowane głowy i... wojacy, zamek bowiem w czasach rozbiorów służył także za koszary.
Dopiero niedawno, kilka lat temu zamek został odbudowany, chociaż nie do końca do tego stanu, w jakim był kiedyś. Brak mu dziś bowiem... drugiego piętra, które rozebrali Austriacy – i tak już zostało. Nie było komu, a może też i nie było takiej potrzeby, by je wznieść na nowo.
Ale i tak zamek odbudowano w specjalny sposób. Otóż trzy jego skrzydła doprowadzono do stanu, w którym wyglądał jak w latach renesansu, a jedno z nich – jak w latach wcześniejszych. Daje to niezwykłe porównanie stylów, a jednocześnie pokazuje wzrost zamożności poszczególnych właścicieli budynku. Innymi słowy – od skromnego zameczku myśliwskiego, w którym szukano odpoczynku po polowaniach, poprzez budowlę obronną, po rezydencję królewską. Potem – upadek i dewastacja. Dopiero ostatnio doprowadzono do takiego stanu, z którego znów można być dumnym.
Trzeba jeszcze wspomnieć, że dziś zamek pełni wiele różnych funkcji. Ma tam miejsce galeria obrazów, muzeum, organizowane są konferencje i zebrania; jest także hotel.
Organizatorzy ze szkolnych zasobów zabrali ze sobą na wycieczkę różne przebrania. Była to królewska peleryna, stroje królowej i dwórek. Pobyt na zamku bowiem był prawdziwą okazją przeistoczyć się w króla i damy dworu, a więc poczuć się po królewsku – tak jak oni. Przez chwilę dzieci zapomniały o swych problemach, a my razem z nimi przenieśliśmy się w czasy ostatnich Piastów i Jagiellonów...
Warto dodać, że wokół zamku swoje ogrody z warzywami przywiezionymi m.in. z Włoch, założyła królowa – Włoszka – Bona. Dziś już oczywiście nie ma o nich śladu, ale w tym miejscu włodarze miasta zdecydowali urządzić coś w rodzaju parku, z wieloma ciekawymi miejscami nie tylko dla dzieci. A to krzywe zwierciadło, a to tablica z prętami odbijającymi kształt ciała – wystarczyło się tylko dać w niej "odcisnąć", a to obracające się przez chód kogoś wewnątrz, koło. A że pogoda dopisała – zabawy było co niemiara. Kto wie, czy wobec "nieuprzejmości" żubrów, nie był to "gwóźdź" programu?
Ale czas szybko biegł, i pora zrobiła się późna. Przyszło się pożegnać i zaprosić do udziału w następnej edycji Konkursu. Jeszcze tylko Organizatorzy obdarowali dzieci i ich opiekunów suchym prowiantem na drogę – i odwieźli na dworzec.
Do zobaczenia za rok! Widzimy się w komplecie!
Paweł Cukrowski
Kliknij miniaturkę i otwórz zdjęcia
|
![]() |
|
|
|
![]() |
|
|
![]() |
|
|
|