Będziemy sadzić! W pierwszej dekadzie kwietnia wraz z grupą wolontariuszy z... Belgii spotkamy się z tymi osobami, które zechcą przyjechać do Głuchołaz i posadzić tam swoje drzewko. Jednak większość z tych osób, które chcą się „pokazać” zleciła nam zasadzenie swoich drzewek.
Zadanie to wykonamy z wielką przyjemnością.

Już niedługo „puszczą lody” i ruszą kajaki i statki po Kanale Augus- towskim. Tak by przynajmniej podpowiadała teoria. Ale czy na pewno? Niedawno wróciłem z „inspekcji” Kanału na odcinku od Augustowa do ostatniej śluzy przed granicznym Kurzyńcem, czyli do Kudrynek. Wstępne wnioski nie są najweselsze. Kanał nie jest przyjazny ani kajakarzom, ani nawet rowerzystom. No bo weźmy „na tapetę” takie śluzowanie. Cena dla kajaka w 2022 roku wynosiła 8,80 zł, rok wcześniej 4,40 zł, czy w tym roku będzie to 17,60 zł? Ale nie tylko cena jest ważna. Ważna jest też możliwość wyboru. Bo śluzowanie odbywa się co godzinę. Nie każdy zechce tyle czekać, gdy przypłynie „pięć po”. A przenieść kajak samemu – nie ma jak! Wszystkie śluzy pogrodzone, jak gdyby były to jakieś strategiczne obiekty (dla turysty przejście niedostępne, dla chuliganów drewniany, metrowy płotek to nie jest żadna przeszkoda), i nie tylko nie ma jak obejść (zwłaszcza z kajakiem), ale i jak przycumować! To znaczy jak dla kajaka – brakuje łagodnych zejść i wejść do wody. Zresztą przystani (pomostów) dla stateczków pewnie też nie ma, gdyby ktoś nim płynąwszy zechciał zejść na ląd i tam np. spożyć jakiś posiłek. Jakieś możliwości daje dopiero brzeg jeziora Studzieniczne.

Jeszcze gorzej mają rowerzyści, którzy chcieliby przejechać drogą wzdłuż Kanału. Po prostu nie ma takiej drogi. Na odcinku ponad trzydziestu kilometrów można co najwyżej kilka razy dostrzec lustro wody. To wszystko.... Szkoda, bo to wciąż wielki zabytek jest! Na dziś to zabytek niedostępny.

Warto też przy okazji zastanowić się na czym polega fenomen Krutyni? W letnie ciepłe weekendy suną tam setki, jeśli nie tysiące kajaków dziennie! Czy nie mogłoby tak być i na Kanale Augustowskim?
Zapraszamy do lektury artykułów poświęconych Kanałowi i Krutyni!

Z wędrowcami tym razem wejdziemy w Beskid Śląski i potowarzyszymy p. Jurkowi na przedostatnim już fragmencie Głównego Szlaku Beskidzkiego. W następnym numerze „Psk” już zakończenie tego maratonu. Dokąd potem powędrujemy z p. Wójcików? Ja zapraszam na przeprawę rowerem przez Beskid Sądecki. Jak się okazuje nie taki diabeł straszny, jak go malują. Miłośników przyrody kierujemy nad Jezioro Łuknajno (na północ od Śniardw), gdzie już niedługo zabieli się ono setkami i tysiącami łabędzi (niezwykłe widoki z ustawionych przy brzegu wież), a miłośników zabytków do dwóch przepięknych i niezwykle cennych budowli – drewnianego Kościoła Pokoju w Jaworze, i pełnego tajemnic zamku na górze Grodziec.

Do zobaczenia na szlakach!
Paweł Cukrowski